Prof. Zimbardo o skutecznej terapii stresu pourazowego

Prof. Philip Zimbardo, znany przede wszystkim dzięki więziennemu eksperymentowi stanfordzkiemu (z 1971 r.) odwiedził Polskę, promując książkę "Siła czasu" (Wydawnictwo Naukowe PWN), którą napisał wspólnie z Richardem i Rosemary Sword. Publikacja poświęcona jest nowej metodzie psychoterapii, która ma pomóc osobom z zespołem stresu pourazowego. Z tej okazji profesor udzielił wywiadu Polskiej Agencji Prasowej. Publikujemy fragmenty interesującego wywiadu, którego treść znacznie przekracza kwestie samego stresu pourazowego.

PAP:Z tego, co prezentują media może wynikać, że osoby cierpiące na zespół stresu pourazowego (posttraumatic stress disorder - PTSD) to przede wszystkim żołnierze, którzy wracają z wojny. Ale to chyba nie do końca prawda...

Prof. Philip Zimbardo: Dawniej zespół stresu pourazowego wiązano głównie z wojną. Tam żołnierze doświadczają okropnych zdarzeń - są to morderstwa, śmierć, gwałty. Czasem żołnierze je widzą, a czasem - przyczyniają się do nich. Stąd depresja, poczucie winy. Dopiero po kilku miesiącach od powrotu do domu wspomnienia zaczynają wychodzić na powierzchnię. Przeszłość powraca do teraźniejszości. Osoby te nie mogą nie myśleć o tych okropnych rzeczach. Aby sobie z tym radzić, mogą uciekać się do narkotyków czy alkoholu. Oprócz lęku pojawiać się może agresja wobec bliskich. (..) Weterani to jednak tylko niewielki ułamek osób z PTSD. Największy procent ludzi z zespołem stresu pourazowego - zwłaszcza w Polsce - stanowią ludzie, którzy ocaleli w tragicznym wypadku samochodowym. (…) Inną dużą grupą wśród osób z zespołem stresu pourazowego są kobiety, które były molestowane, zgwałcone czy katowane. One często nie mówią o swoim problemie, nie zgłaszają się po pomoc. (…)

PAP: Co może się dziać w umysłach takich osób, biorąc pod uwagę pana badania?

PZ: Przez ostatnie 20 lat badałem, jak ludzie żyją w różnych perspektywach czasowych. Niektórzy są bardziej zorientowani na przeszłość, inni - na teraźniejszość, a niektórzy - na przyszłość. Jeśli chodzi o przeszłość, to można być nastawionym na pozytywną przeszłość. Takie osoby mają przyjemne wspomnienia - wspominają stare dobre czasy. Ludzie nastawieni na przeszłość negatywną na odwrót - pamiętają złe rzeczy - porażki, wyrzuty sumienia, smutne wydarzenia. Mogą być też osoby nastawione na teraźniejszość hedonistyczną. Żyją jak dzieci - dla przyjemności i unikają cierpienia. Tacy ludzie są pełni energii, akcji, ciągle robią nowe rzeczy. Jednak nie myślą o konsekwencjach swoich działań. Inną perspektywą jest zorientowanie na fatalistyczną teraźniejszość. Wtedy uważa się, że nie ma znaczenia, co się robi, bo i tak nie można nic zmienić. Z kolei większość ludzi nauki i biznesu zorientowanych jest na przyszłość. Osoby te planują, zastanawiają się, jakie będą korzyści i straty ich posunięć. Ostatnim typem orientacji na przyszłość jest przyszłość transcendentalna, która ma związek z tym, co stanie się z nami po śmierci. Każdy z nas w jakimś stopniu jest zorientowany na każdą z tych perspektyw czasowych. Jednak wiele osób utyka w którejś z tych perspektyw. Np. pracoholizm wynika ze zbyt silnego skupienia na przyszłości. Z kolei osoby zbyt mocno zorientowane na teraźniejszość mogą ulegać nałogom, bo nie myślą o konsekwencjach tego, co robią. A problemem osób z PTSD jest to, że utknęły jedną nogą w negatywnej przeszłości, a drugą - w fatalistycznej teraźniejszości. (…)

PAP: A na czym polega terapia równoważeniem perspektyw spostrzegania czasu (TPT), którą opisuje pan, wspólnie z Richardem i Rosemary Sword?

PZ: Książka "Siła czasu" pokazuje dane z terapii 32 osób amerykańskich weteranów z PTSD, którzy - nieskutecznie - przechodzili wcześniej inne terapie. Okazuje się, że terapia równoważeniem perspektyw spostrzegania czasu - prowadzona przez Richarda i Rosemary Sword - przynosi pozytywne skutki już w ciągu ośmiu sesji. Lęk i przygnębienie znikają, a wzrasta jakość życia. Osoby te wracają do pracy i szczęśliwego życia rodzinnego, przestają być agresywne i mówią: odzyskałem moje życie. (...) Podczas spotkań z terapeutą klientowi mówi się: "stoisz jak w gęstym błocie - jedną nogą w negatywnej przeszłości, a drugą - w fatalistycznej teraźniejszości. (...) Od ciebie zależy, czy chcesz wyjąć nogę z negatywnej przeszłości i postawić ją na solidnym gruncie pozytywnej przyszłości. Przyszłość to nadzieja, optymizm, zmiany. Drugą nogę należy wyjąć z fatalistycznej teraźniejszości i włożyć w selektywną hedonistyczną teraźniejszość, gdzie jest rodzina, przyjaciele, dobra zabawa, przyroda, i kultura". Terapeuta jest w tej terapii trenerem. (...) Klientów uczymy m.in. dostrzegania perspektyw czasowych. Prosimy, by zastanawiali się nad przyjemnymi zdarzeniami, które dawniej doświadczyli. Z tego, co sobie przypominają, zaczynamy budować pozytywny obraz przeszłości. Uczymy też myślenia o przyszłości - np. zachęcamy do planowania zajęć, które lubią. Budujemy też myślenie o przyjemnej teraźniejszości i przyszłości. (...) To terapia nadziei, zrównoważonych perspektyw czasowych. Taka równowaga ważna jest dla wszystkich, nie tylko dla osób z PTSD. Bo optymalne jest umiarkowane zorientowanie na przyszłość, umiarkowane - na pozytywną przeszłość i na wybrane elementy teraźniejszego hedonizmu.

 PAP: Wydaje się, że to bardzo prosta terapia. Ale czy wystarczy dać tylko kilka dobrych wskazówek osobom z PTSD?

 PZ: Łatwo jest tylko powiedzieć: minimalizuj wpływ negatywnej przeszłości, przemyśl, co dobrego spotkało cię w przeszłości, zacznij planować przyszłość, zastanów się, co ci sprawia przyjemność. To może powiedzieć każdy. Ale jeśli ktoś ma w pewien sposób "zraniony" umysł, to nawet jeśli zgadza się z takimi wskazówkami, to nie jest w stanie samodzielnie się zmienić. Terapia tworzy system społecznego wsparcia - pacjent może zaufać terapeucie. Dobry terapeuta buduje relację pełną zaufania. (…) Moim zdaniem wsparcie społeczne jest podstawą każdej terapii. Dla mnie jako psychologa społecznego częścią wszystkich chorób psychicznych jest to, że człowiek izoluje się od innych. A kiedy to zrobi, nie zostanie wyleczony. Ja w swoich badaniach zajmowałem się też nieśmiałością. Uważam, że choroby psychiczne to ekstremalne formy nieśmiałości. Kiedy żyjesz samotnie, zaczynasz żyć w swojej głowie. Chodzi o to, by się z tego wyłamać, znaleźć ludzi, którym na tobie zależy, którzy cię kochają.

Źródło: www.naukawpolsce.pap.pl

Partnerzy projektu:

Projekt współfinansowany ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego

Początek strony